Symphonia

Klasa D rozpoczęła karierę w zakresie niskotonowym – w subwooferach – aby potem rozszerzyć pole działania na całe pasmo akustyczne i wszystkie urządzenia audio zawierające wzmacniacze. Ale klasa D zachowała swoje basowe kompetencje. Niskie rejestry Symphonii nie są dominujące czy nawet obfite, zwracają jednak uwagę bardziej wartościowymi cechami. Są wzorowo prowadzone, równe, zdyscyplinowane, a przy tym demonstrują dynamikę i zróżnicowanie; nie są skrępowane, usztywnione ani nazbyt twarde, chociaż o miękkości nie ma co mówić. Symphonia basu nie wylewa ani nim nie kopie nieustannie, ale od czasu do czasu można się przekonać o jej dużym potencjale, gdy tylko pojawi się nagranie odpowiednio ”stymulujące”. Cokolwiek by się jednak nie działo, zachowana jest dokładność i wyrazistość. Symphonia nie miała problemów z ”napędzeniem” kolumn małych i dużych, w tym impedancyjnie “trudnych”, chociaż tych ze słabszą kontrolą basu za uszy z basowego bagienka nie wyciągnie (tak jak żaden inny wzmacniacz), a te, które basu mają za dużo… dalej będą go miały. Symphonia zaznacza swój dynamiczny, rytmiczny, krzepki charakter, ale nie robi remasteringu.
HA 200

HA200 pełnymi garściami korzysta z osiągnięć inżynierów T+A w zakresie konwersji cyfrowo-analogowej, a i część wzmacniająca sygnał dla słuchawek to propozycja z bardzo wysokiej półki. Czy to urządzenie mogłoby być jeszcze doskonalsze? Brzmieniowo każde urządzenie może być jeszcze lepsze, nawet te z absolutnego topu kosztujące dziesiątki tysięcy euro
M40 HV

Siła, autorytet i kultura. Proporcjonalnie, harmonijnie, spójnie. Profesjonalne różnicowanie, naturalna dynamika, piękna przestrzeń. Subtelne i przejrzyste wysokie tony, średnica z delikatnym ociepleniem, bas pełny i dokładny. Wszechstronne i komfortowe
MP 3100 HV + PA 3100 HV

W najlepszych przypadkach system 3100 kreuje wielki spektakl, emocje mogą być naprawdę spore (…) Odtwarzacz T+A MP3100HV ma wyraźne inklinacje ku brzmieniu potocznie określanemu jako analogowe. Gra plastycznie, gładko, płynnie; takimi cechami źródło ma spory wkład w dźwięk całego systemu. To jednak „dodatek”, chociaż bardzo ważny do zasadniczej rozdzielczości, która jest głównym źródłem bogactwa wrażeń
PA 2500 R

Zbliżając się do końca dzisiejszej przygody chciałbym potwierdzić słowa znajomego, że marka T+A jest konsekwentnym orędownikiem solidnego dźwięku. Nie ma dróg na skróty, tylko jeśli mamy do czynienia ze wzmacniaczem tranzystorowym, dostajemy szybki, pod pełną kontrolą dźwięk. Na szczęście, jak prawie wszystko, tak i produkt pod kryptonimem PA 2500R można nieco uformować na swoją stronę. Dlatego też w dużej mierze tylko od nas zależy, czy dźwięk będzie celował jedynie w proponowaną przez producenta poprawną politycznie szybkość narastania dźwięku, czy po drobnych korektach kablowych tchniemy w niego nutkę soczystości i eufonii, a tym samym przyczynimy się do jego uduchowienia.
1000 E + PA 1000 E

Brzmienie “1000E” jest też dalekie od podejścia chłodnego, technicznego. Dokładność nie jest ostrożnością i kunktatorstwem, system ma zdolność do szybkiego i kompe- tentnego opanowania nawet bardzo skom- plikowanych materiałów. Impulsywność nie ogranicza, ale wzmacnia witalność, czasami wchodząc w obszar ostrości, która w tym samym momencie zdobywa rangę ważnego, chociaż często kwestionowanego składnika wiernego odtworzenia.
P 3000 HV + A 3000 HV

Nie należy oczekiwać od T+A, że stale będzie trząsł kolumnami, pokojem i słuchaczem. 500 W to jego potencjał, który może, ale nie musi, zostać wykorzystany. To nie jest zwierzę skaczące nam do gardła, kiedy tylko cokolwiek włączymy. T+A demonstruje wyjątkowe połączenie mocy i delikatności, co przejawia się również w rozpiętości głośności, przy których możemy uzyskiwać bardzo dobre rezultaty.
System HV

Wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że najbardziej wyczynowe urządzenia w świecie audio są jednocześnie tymi najdziwniejszymi. Ich konstruktorzy nie tylko stosują oryginalne rozwiązania techniczne, których nie znajdziemy w klockach za tysiąc złotych, ale też lubią naginać ich brzmienie w taki sposób, aby w jednym lub kilku aspektach zbliżało się do absolutnej perfekcji. A jeśli zapominają przy tym o innych składowych dobrego dźwięku – co niestety zdarza się dość często – cała układanka szybko się rozpada i po trzech minutach staje się trudna do zaakceptowania dla normalnego człowieka. Patrząc na flagowy system T+A można mieć podobne obawy. Sześć wielkich kloców, których odpalenie pozbawia prądu pół dzielnicy, oddzielne zasilacze łączone jakimiś specjalnymi kablami przypominającymi węże od zmywarki, cyfrowo-analogowy system korekcji akustyki… Niejednemu hi-endowcowi zaświeci się w głowie czerwona lampka – to przecież musi grać pokracznie, a w najlepszym wypadku – dziwnie. Oj, nie… Nie tym razem. Tym razem dostajemy dokładnie to, co powinniśmy – dużo dźwięku absolutnie pierwszorzędnej jakości
System HV

Te kilka spędzonych z kolejnym „Systemem Marzeń” dni, było dla mnie wielką przyjemnością. Zestaw zdawał się nie mieć wad. I w wartościach bezwzględnych tak było. Pełna kontrola niskich częstotliwości przy nigdy nie używanych na co dzień poziomach głośności, trafiająca w moje pokłady nasycenia środkowa część pasma i o dziwo szlachetnie wypadające (czasem nawet za szlachetnie) górne rejestry, mikro i mikrodynamika na wyśrubowanym poziomie długo będą ciężkim orzechem do zgryzienia przez potencjalnych następców. Trochę poświęconego czasu na czytelne, dające obraz idealnie poukładanej sceny ustawianie kolumn, nie jest niczym deprecjonującym. Jedyne na co należy zwracać uwagę to okablowanie. Musi być neutralne, bez jakichkolwiek prób poprawy barwy całości, inaczej czeka nas utrata konturowości.
DAC 8 + AMP 8

Jeśli patrząc na zdjęcia pomyślicie, że to fajna wieża do sypialni, popełnicie bardzo poważny błąd. DAC 8 to jeden z najbardziej zaawansowanych i audiofilskich przetworników w swojej cenie, a w komplecie z końcówką AMP 8 tworzy system o niesamowicie neutralnym, dynamicznym i rozdzielczym brzmieniu.